czwartek, 25 stycznia 2018



Operacja Torch 2014, czyli Maroko i okolica.


To była moja pierwsza wyprawa poza granice kontynentu i chyba już na zawsze najlepiej będę ją wspominał...


Wylecieliśmy z Katowic do Malagi, co Nas wyniosło 400zł w dwie strony. Dało Nam to możliwość zwiedzenia całego wybrzeża Andaluzji i w gratisie Gibraltaru, bo akurat był pod ręką.
Kolejnym krokiem było znalezienie promu do Tangeru. Algeciras to małe brzydkie, biedne i śmierdzące miasteczko portowe wizawi góra Tarika. Jednak to właśnie stąd wyznaczono najkrótszą i zdecydowanie najtańszą przeprawę na czarny kontynent. Choć w tym drugim przypadku, trzeba być czujnym jak bagażowy, gdyż od czujności bagażowego jego życie zależy. Sprzedawcy biletów to najczęściej imigranci i lepsi kanciarze, którzy potrafią wziąć od Was plik banknotów upuścić jeden pod stół i się awanturować, że daliście za mało.
mamy tu 2 opcje promu: ten który płynie szybko i ten który płynie tanio. Z racji niezbyt dużej odległości i założeń wyprawowych, padło na ten tani. Dostaliśmy miejsca na górnym pokładzie, po lewej od tego co muczało i zaraz za tym które beczało. Podróż trwała 0,5l i popas więc ok 1,5h.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz